O bartnikach i pszczelarzach

Pszczelarstwo polskie chlubi się przeszło tysiącletnią tradycją. Pierwsze zapisy o jego istnieniu pochodzą z okresu kształtowania się zrębów państwa polskiego – zachowane kroniki stwierdzają, że Polska była żyzną, miodem płynącą krainą.

Tak więc chów pszczół musiał być szeroko rozpowszechniony, a najstarsza jego forma – BARTNICTWO była ściśle związana z puszczami, które pokrywały cały nieomal obszar kraju. Na drzewo bartnie najczęściej wybierano stare, potężne sosny, rzadziej – dęby, lipy czy świerki i jodły. Wybrany pień musiał być dostatecznie gruby, aby po wydrążeniu w nim barci (otworu) nie złamał się przy silnym wietrze. Stąd często wybrane drzewa ogławiano przez ścięcie im wierzchołków. Upatrzone drzewo BARTNIK oznaczał własnym znakiem – klejmem, który wyrąbywał w korze. Praca związana z drążeniem, czyli dzianiem barci nie była łatwa, jeśli wziąć pod uwagę, że odbywała się na wysokości od 3 do 18 metrów. Przy wdrapywaniu się na drzewo bartnik posługiwał się powrozem splecionym z łyka lub konopi na kształt warkocza, co zapobiegało jego skręcaniu się. Miodobranie odbywało się zwykle w sierpniu, a w wyjątkowo pomyślne lata – w lipcu i wrześniu. Plastry z miodu bartnik podtrzymywał od dołu i wkładał do naczynia, które spuszczał na sznurze pomocnikom, którymi byli zazwyczaj jego synowie. Przedtem musieli oni rozpalić ognisko, od którego zapalani „zubel” – wysuszoną hubę drzewną wsadzoną do wydrążonej lub rozszczepionej gałęzi, którą podkurzano pszczoły. Wydobyte z barci plastry stanowiły równocześnie surowiec miodowy i woskowy, który w domu bartnika ulegał przeróbce: miód odcedzano na sitach i zlewano do naczyń glinianych lub lipowych, a plastry, aby uzyskać napój zwany sytą, zalewano wodą, w której rozpuszczały się resztki miodu. Woszczynę roztapiano w piecu, wosk wyciskano na płótno a następnie klarowano. Współcześni badacze dawnego bartnictwa obliczają, że z barci nie można było uzyskać więcej niż 8 kg miodu.
Największy rozkwit bartnictwa przypadł na wiek XVI i połowę XVII. Później rozpoczął się powolny upadek tej formy gospodarki, a na jej miejsce weszło PASIECZNICTWO przydomowe. Spowodowane to było zmniejszeniem się powierzchni puszcz poprzez ich wyrąb, zwiększenie się odległości pomiędzy puszczami a domostwem czy wreszcie łatwiejszą formą chowu pszczół. Pierwotnym ulem, typowym dla chowu pszczół wywodzącym się z bartnictwa, była kłoda wycięta z drzewa bartniego. Bartnik po prostu zabrał ją z lasu i umieszczał w sąsiedztwie swego domostwa. W toku chowu stwierdzono, że pszczoły „wiodą się” w ściętej barci nie gorzej niż w lesie, że łatwiej można je dopilnować, a gospodarka jest o wiele dogodniejsza niż ta, która wymagała wspinania się na drzewa. Z końcem XVIII w., dzięki reformie szkolnictwa w Polsce zmierzającej do podniesienia zarówno oświaty jak i stanu gospodarczego kraju, wprowadzono do szkół nauki rolnicze, a wśród nich i pszczelarstwo. Z biegiem lat miłośnicy tych pożytecznych owadów zaczęli wymieniać między sobą zdobywane doświadczenie czego dalszą konsekwencją było ich zrzeszanie się.
W Śmiglu koło „BARNIKÓW” zostało założone w 1889 roku. Nie zachowały się żadne dokumenty z tamtych czasów, a datę założenia koła ustalono pośrednio na podstawie zachowanego protokółu spisanego w języku niemieckim noszącym datę 19 kwietnia 1914 roku, w którym stwierdzono: „około godziny czwartej otworzył pan przewodniczący Światkowiak zebranie, pozdrawiając członków jak zawsze. Następnie przystąpiono do załatwiania poszczególnych punktów bogatego programu: 1) Związek Pszczelarzy Koło w Śmiglu, zaprasza sąsiednie Koło z Kościana na uroczystość 25- lecia swego istnienia”. Ów protokół podpisali: przewodniczący Światkowiak i sekretarz Kreutzinger.
W tychże dokumentów wynika, że członkami zarządu koła w latach 1930-1939 byli: Walenty Balcer – prezes, Stefan Skrzypczak – sekretarz, oraz: Franciszek Beba, Franciszek Michalak i Władysław Kijowski – członkowie.
W listopadzie 1934 r. uchwalono i zatwierdzono statut Towarzystwa Bartników w Śmiglu, którego celem miało być szerzenie znajomości hodowli pszczół. W 1939 r. do towarzystwa należało 26 pszczelarzy, a jedną z form zebrań było zwiedzanie pasiek. Po wojnie na prezesa wybrano Władysława Kijowskiego, ale ze względów organizacyjnych koło do 1958 r. zawiesiło działalność. Wówczas powołano Wojewódzki Związek Pszczelarzy w Poznaniu, któremu podporządkowano wszystkie terenowe koła.
Wybrano nowy zarząd na czele którego ponownie stanął Władysław Kijowski, sekretarzem został Kazimierz Kucharski, skarbnikiem – Stanisław Stankowiak, a członkami: Stanisław Suwiczak, Janina Budzyńska, Wojciech Pietrzak i Franciszek Beba. po śmierci W. Kijowskiego w 1968 r. prezesurę objął Stanisław Suwiczak, a po jego śmierci w 1973 r. – dr weterynarii Edward Niemczyński, który ze względu na podeszły wiek zrezygnował z niej w grudniu 1975 r. Rok później koło pszczelarzy stało się sekcją Spółdzielni Kółek Rolniczych w Śmiglu. Do zarządu wówczas wybrano: Czesława Nadolnego – prezes, Tadeusza Kozicę – wiceprezes, Eleonorę Sobol – sekretarz, Stanisława Stankowiaka – skarbnik i Jana Nowickiego – członek.
Liczba członków koła-sekcji wzrastała. W 1979 r. 60 członków opiekowało się 719 rodzinami pszczelimi, a w 1989 r. 73 członków – 910 rodzinami.
W 1989 roku, w czasie uroczystości 100-lecia Koło Pszczelarzy w Śmiglu otrzymało sztandar.
W 1989 r. na czele zarządu stał prezes Tadeusz Brzeziński a członkami zarządu byli: Eugeniusz Kaźmierczak – z-ca prezesa, Stanisław Maciejczak – sekretarz, Stanisława Stankowiak – skarbnik i Roman Wojtkowiak – członek. Obecnie w zarządzie Koła Pszczelarzy w Śmiglu zasiadają: prezes Eugeniusz Kurzawski, wiceprezes Eugeniusz Kaźmierczak, Wit Kreuschner – sekretarz, Andrzej Stankowiak – skarbnik i Józef Szwarc – członek.
Do koła należy 49 członków posiadających 880 pni – pszczelich rodzin. Członkowie reprezentują wszystkie zawody, a pszczelarstwo traktują jako hobby. Spotykają się na kwartalnych zebraniach, w czasie których wymieniają doświadczenia, mówią o zdrowotności pszczół, wymieniają się pszczelimi matkami. Najstarszymi, długoletnimi pszczelarzami, którzy wnieśli duży wkład dla dobra tej organizacji są: Tadeusz Maćkowiak z Przysieki Polskiej i Florian Wojtkowiak ze Starego Bojanowa oraz nieżyjący już Stanisław Stankowiak, który pszczelim bakcylem zaraził też swe dzieci – córki Eleonorę i Emilię oraz syna Andrzeja, który po ojcu przejął funkcję skarbnika. Jego pasieka liczy ponad 50 pni.
Członków w kole jest jednak coraz mniej. Starszych ubywa, a młodzi nie widząc w pszczelarstwie zysku i opłacalności – nie garną się do tej pięknej, bo obcującej z naturą profesji. A szkoda.

Hubert Zbierski

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       projekt i wykonanie: primel.pl