rodo

Na skraju Machcina, przy drodze do Bukówca Górnego stoi niezwykła figura Matki Bożej. Na wyniosłym cokole kamienna postać Maryi z dzieciątkiem, poniżej płaskorzeźba świętego Wincentego a’Paulo. U dołu znajduje się wyryta data Ad 1735 24 May.

Ktoś powie: figura jakich wiele przy wielkopolskich wiejskich drogach, a jednak machcińska Madonna jest wyjątkowa! Ale od początku. Sięgnijmy w głąb historii Machcina. Pierwsze wzmianki o osadzie pojawiają się w kronikach klasztoru benedyktynów lubińskich już na początku XIII wieku. Jako część dóbr klasztornych występuje Machcin do wieku XIV. Być może jeszcze przed benedyktynami właścicielami Machcina byli Awdańcy, wybitny wielkopolski ród rycerski mający duży wpływ na politykę państwa pierwszych Piastów. Komes Michał Awdaniec prawdopodobnie ufundował opactwo benedyktynów w Lubiniu w II poł. XI w. Z 1258 roku pochodzi dokument podpisany przez księcia Bolesława Pobożnego, potwierdzający fakt władania Machcinem przez zakonników. W XV wieku właścicielami byli Borkowie Gryżyńscy i Kotwiczowie Radomiccy. Ten średniowieczny podział Machcina widoczny jest do dzisiaj. W 1444 roku wieś przeszła w ręce Andrzeja Gryżyńskiego. Po synu Andrzeja – także Andrzeju – właścicielem został Jarosław Borek Gryżyński, który zmarł bezpotomnie w 1513 roku. Kolejnym właścicielem był Piotr Łodzia Opaliński, kasztelan lądzki (1508-1545), po śmierci którego Machcin przejął jego bratanek Andrzej, a po jego zgonie w 1593 roku syn Piotr i po nim z kolei wnuk, także Jan Piotr. Następnym właścicielem Machcina został starosta Odolanowski i generał wielkopolski Jan Opaliński, który zmarł w 1684 roku. Wówczas wioska przeszła w ręce Jana Karola Opalińskiego, kasztelana poznańskiego. Córka tego ostatniego, Katarzyna, wniosła Machcin jako wiano ślubne swojemu mężowi, królowi Stanisławowi Leszczyńskiemu. Tak więc Machcin był przez pewien okres wsią królewską. I właśnie w tym momencie historii wracamy do naszej pięknej, kamiennej figury Matki Bożej. Rok 1735 wyryty w piaskowcu to czas panowania króla Stanisława Leszczyńskiego! Co więcej, data 14 maja odpowiada klęsce broniącej króla konfederacji dzikowskiej w bitwie pod Stężycą! Po tej klęsce Stanisław nie miał już szans na utrzymanie tronu i władza w kraju wróciła w ręce obcej dynastii saskiej, a król wyjechał do Francji, gdzie dał się poznać jako doskonały gospodarz władając księstwem Lotaryngii. Czy ta wyjątkowa figura mogła być fundacją królewską? Brak na to dowodów, ale są przesłanki. Co prawda Leszczyński sprzedał dobra machcińskie Sułkowskim, ale jego żona Katarzyna (matka królowej Francji Marii Leszczyńskiej, żony Ludwika XV) z pewnością do swoich wielkopolskich majątków sentyment miała. Wykonanie i postawienie figury musiało być bardzo drogie i trudno znaleźć dla niej analogię w Wielkopolsce. Analogie znajdziemy jednak… we Francji! Co prawda przydrożne figury nie przetrwały rewolucji francuskiej z końca XVIII w., ale w muzeach możemy znaleźć późnobarokowe rzeźby kamienne przypominające naszą figurę. To jednak nie wszystko! Napisałem już, że poniżej figury jest płaskorzeźba świętego Wincentego a’Paulo. No właśnie, tylko że w 1735 r. Wincenty nie był jeszcze ogłoszony świętym, co stało się dopiero dwa lata później! W Polsce jego kult jako błogosławionego (od 1729 r) dopiero kiełkował, za to we Francji był wielkim autorytetem moralnym jako patron dzieł ,miłosierdzia i misji. Być może machcińska płaskorzeźba jest jednym z pierwszych wizerunków świętego na ziemiach polskich, poza klasztorami ojców misjonarzy. Znakomity badacz historii parafii Dłużyna, ksiądz proboszcz Leszek Grzelak wiąże z kolei postawienie figury z działalnością bractwa miłosierdzia działającego w Dłużynie i przy sanktuarium Charbielińskim w XVIII w. To oczywiście bardzo możliwe. I jeszcze jedna tajemnica. Być może wyryta data to nie rok 1735 a 1755! Zatarcie cyfry może być złudne! Nie zmienia to faktu, że fundatorem figury mógł być Leszczyński, czy to jako król Polski, czy jako książę Lotaryngii (zmarł w 1766 r. w wieku 89 lat). Na koniec jeszcze jedna ważna informacja. Nie byłoby już dawno tej figury, gdyby nie mieszkańcy Machcina, którzy w tajemnicy przed okupantem hitlerowskim zdemontowali monument i dobrze schowali ratując ją od niechybnego zniszczenia. Szczególna jest tutaj rola pani Łucji Dudkowiak, strażniczki figury, która od dziesiątek lat z nabożnym wzruszeniem opiekuje się tym machcińskim skarbem. Nawet jeśli by się okazało, że to jednak nie jest fundacja królewska, to i tak jest to jedna z najpiękniejszych i najcenniejszych figur maryjnych na wielkopolskiej ziemi, omodlona tysiącami nabożeństw majowych, do dzisiaj przy niej odprawianych przez panią Łucję i mieszkańców Machcina, którzy przez cały maj zapraszają na modlitwę przed jedną z trzech kapliczek maryjnych usytułowanych we wsi. Ja natomiast zachęcam zainteresowanych turystów do zatrzymania się przy tym pięknym zabytku, świadku wiary naszych przodków.

Piotr Filipowicz

WS 4/2018

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       projekt i wykonanie: primel.pl