nr 5/08

„Lasy, łąki, pola naokoło,
W środku budynki i polska szkoła,
Trzy kanały w pobliżu.
Wszystkie płyną po polskim niżu…”
Leon Śleboda

Reńsko – wioska ukryta za lasem. Od szosy Czacz-Wielichowo, za Światami, drogowskaz informuje: Reńsko 3. Jadąc leśnym traktem, po prawej stronie mijamy Białą Górę (77,3 m n.p.m). Dlaczego taką nazwę nosi, trudno dociekać. Teraz „łysa”, rosną na niej młode drzewka, przed kilku laty – ciemny bór. Dalej droga prowadzi przez pola. Na lewo, na horyzoncie czerwienieje dach leśniczówki. Wjeżdżamy do wsi ul. Śmigielską… ach, co za piach! Główna droga przez wieś, dziurawa, to ul. Tysiąclecia (!). Brak chodników. Zagrody niczego sobie, zadbane, niektóre budynki nowe. Tylko ten piach! zatem rower grzęźnie. Pozostałe ulice: Brzozowa, Polna, Łąkowa – tak samo piaszczyste. Przy wjeździe do wsi wita z wysoka para bocianów. Gniazd bocianich jest więcej, przecież pod Reńsko z prawej strony podchodzą łąki, rozciągające się na wchód. Połączenie ze światem: z Zieminem 3 km – asfalt, z Kotuszem – 6 km – najpierw trzeba przebrnąć ok. 1 km przez piach, a potem lasem – już znośnie.

rensko1

Reńsko – wieś znajdująca się zawsze na końcu powiatu: kościańskiego, śmigielskiego (w latach 1887-1932), obecnie grodziskiego. Zapomniana przez ludzi… i Boga. I chociaż droga do Kotusza ma rangę powiatowej, do dziś pozostała leśnym traktem! Nie jest droga przelotową, stąd takie zaniedbania. Do kościoła parafialnego – do Wilkowa Polskiego – 6 km, z tego 3 km przez pola i las. Łatwiej przez Ziemin do kościoła w Wielichowie – też 6 km. Ale są i pozytywne znamiona tej miejscowości. Mieszkają tu ludzie dobrzy, pracowici, gospodarni, oszczędni, otwarci. Dzieci pozdrawiają każdego przybysza serdecznym „dzień dobry”, chociaż jest się tu po raz pierwszy. W Reńsku w okresie międzywojennym i wcześniej współżyły zgodnie rodziny polskie i niemieckie. Rodzin niemieckich – 30!, polskich – 11: Pańczak, Gruszkiewicz Jan, Strugała Józef, Wawrzynowski, Ast, Gruszkiewicz Józef, Śleboda Ignacy, Wróbel, Walkowiak Jan, Łuczka Szczepan, Adamczak, Cybal Stanisław i leśniczy Jan Sroczyński. Do szkoły 4-klasowej chodziły razem dzieci polskie i niemieckie i wszystkie uczyły się po polsku. Dzieci z familii niemieckich miały dodatkowo 2 godz. tygodniowo j. niemieckiego. Dzieci polskie, jeśli chciały, mogły także uczęszczać na lekcje j. niemieckiego. Leon Śleboda, tu urodzony, dziś l. 81, wspomina, że w r. szk. 1937/38 na 36 uczniów było tylko 4 Polaków. Nauczyciel, Wilhelm Kuk, spolszczony Niemiec, poprosił Leona, 11-letniego wówczas chłopca, by pozbierał od rodzin polskich po złotówce na imprezę dla Polaków. Niemców nie zaprosił. Mieli żal do nauczyciela. Jeden z Niemców powiedział do matki Leona, że tę złotówkę też by miał. Trudno dociekać, dlaczego W. Kuk tak postanowił. Gdy w 1939r. wrócił z wojny, niemieccy chłopacy „o mało co sztachetami go nie zabili” (L.Ś). Wybronił go gospodarz Wilhelm Dymke. W. Kuk, zmobilizowany do armii hitlerowskiej, zginął na froncie wschodnim… Wg. Anny Napierały zajście miało inny przebieg, ale to sprawa dla historyka. W okresie międzywojennym niemieccy chłopacy służyli w wojsku polskim, bo… tu przecież była Polska! W 1938r. Leon Ś. zbierał z matką jagody w lesie. Byli z nim też niemieccy chłopcy. Do lasu przyszli chłopacy z folwarku w Zieminie i przezywali ich „szkiebrami”. Wywiązała się bójka. Matka Leona stanęła w obronie Niemców. Anna Napierała, z d. Pańczak, ur. w 1914 r. wspomina, że bawiła się razem z dziećmi z rodzin niemieckich, po sąsiedzku, mówiły po polsku i niemiecku. Na pogrzeb z rodzin polskich szli do Wilkowa Polskiego, na cmentarz katolicki, także rodziny niemieckie, ewangelicy. Podobnie było z pogrzebami z rodzin niemieckich. Polacy katolicy uczestniczyli w pogrzebach ewangelików, odprowadzali na cmentarz do Kotusza.
Rodzina Pańczak to piękny wzór rodziny 4-pokoleniowej. Cechuje ją otwartość i polska gościnność. Anna wyszła za maż za Napierałę, Zbigniew Krzyczyński (ur. 1937r.) jest zięciem Anny, a teraz gospodarzy syn Zbigniewa, Bogusław Krzyczyński.
Przed zaprószeniem ognia we wsi czuwał nocą stróż, Niemiec Lirch. Nie miał ziemi, mieszkał w starym domku. Za stróżowanie mieszkańcy płacili drobne kwoty. By utrzymać rodzinę, wykonywał roboty ciesielskie dla gospodarzy swojej wioski i okolicy. Największy gospodarz Lange miał ok. 20 ha, w tym łąki. Biedniejsi Niemcy, którzy posiadali 0,5-1,5 ha, dzierżawili łąki od dziedzica z Czacza, dlatego mogli trzymać 2-4 krowy, mieli na życie. Sprawą dzierżawy zajmował się leśniczy. Gospodarze do pracy w roli posługiwali się wołami, końmi, biedniejsi zaprzęgali krowy.
W czasie okupacji hitlerowskiej dotarł i do Reńska narzucony porządek Herrenvolków. Jeden Polak, gospodarz Walkowiak (10-15 ha), został wysiedlony z własności do Generalnej Guberni. Sąsiadce Ślebodów zabrano ziemię – 1,5 ha. Leon Śleboda od kwietnia 1941 r., tzn. gdy ukończył 14 lat, pracował jako parobek u Karla Dymke. Gospodarz zwolnił go po 8 miesiącach, bo uważał, że jest za słaby do pracy. Przejął się tym, bał się, że wywiozą go na roboty do Niemiec. Zachorował na serce. Leczył go dr Gottfried Theune – ur. 14 list. 1880 r. W 1912 r. kierował już szpitalem w Śmiglu. Pacjentów traktował równo, bez wyróżnień dla Niemców, bez uprzedzeń do Polaków. Od czerwca 1942 r. aż do końca wojny Leon Ś. był parobkiem u Wilhelma Dymke. Służbę tzn. jego i służącą Polkę, bardzo pracowitą, gospodarze traktowali po ludzku. Jadali przy wspólnym stole. Z trzech synów właścicieli żaden nie wrócił z wojny… najstarszy Fritz, walczył na froncie wschodnim. Dwa razy przyjechał na urlop do swych rodziców. Ostatni raz we wrześniu 1944 r. Opowiadał o walkach na froncie, rozmawiał tak jakby Leon był jego przyjacielem. Gdy odjeżdżał, dał 5 marek, aby nosił matce wodę ze studni. Leon żegnał go słowami: „Komm glücklich!” – Wróć szczęśliwie! Nie wrócił… Zginął w czasie walk powstańczych w Warszawie… Średni syn, Henrich, poległ na froncie wschodnim w 1943 r. a najmłodszy Werner, gdy odjeżdżał na front w październiku 1944 r. nie podał na pożegnanie ręki – tu głos L.Ś. załamuje się, oczy wilgotnieją, broda drży… mimo upływu ponad 60 lat. Młodzik do tego stopnia przesiąkł propagandą hitlerowską! Zginął po 4 tygodniach pobytu na froncie zachodnim w wieku 18 lat… Wilhelm Dymke z żoną pozostali sami, nie mieli córki. Mroźnym styczniem 1945 r. opuszczali własność w Reńsku…
Jan Sroczyński z Reńska, były powstaniec wielkopolski, leśniczy… został rozstrzelany 23 października 1939 r. w publicznej egzekucji 18 Polaków na Rynku w Kościanie. Nazwiska ofiar barbarzyństwa faszystowskiego upamiętnia tablica na ścianie Ratusza. W okresie międzywojennym leśniczy Jan Sroczyński gospodarował dobrami hrabiego z Czacza wokół Reńska, zarządzał lasami, łąkami i organizacją łowiectwa.
Po wojnie w leśniczówce w Reńsku gospodarzył syn zamordowanego Felicjan, a tradycję pokoleniową podtrzymuje wnuk Juliusz. Jego z kolei syn Hubert też ukończył studia leśnicze i odbywa staż.
Po wyzwoleniu w 1945 r. gospodarstwa poniemieckie objęli Polacy z powiatu kościańskiego i jeden gospodarz zza Buga – przyszedł na własność Langego. Do końca swego życia pozostała Niemka Marta Ast.
Młodzież od dziecka przywykła do pracy, po odzyskaniu wolności patrzyła w przyszłość z nadzieją na poprawę swego bytu. Do szkół daleko, brak połączeń. Ale „chcieć to móc”. Dorastający Leon dojeżdżał w poniedziałki rowerem przez Kotusz, lasy, Kokorzyn do gimnazjum w Kościanie. Chłonął pilnie naukę, w klasie w której 50 uczniów „siedziało jak trusie” (L.Ś). Mieszkał na stancji. W soboty wracał rowerem do rodziców. I tak przez 2,5 roku. Potem kontynuował naukę w Lesznie, gdzie zdał maturę w 1951 r.
Szkoła w Reńsku wybudowana na początku XX w. funkcjonowała do 1976 r. Od wiosny 1945r. do 1957 r. uczył tu i kierował szkoła Stanisław Kostrzewski. Potem przeniósł się do Sączkowa, gdzie pracował jeszcze 8 lat, do osiągnięcia emerytury. Teraz dzieci dowożone są do szkoły w Wielichowie.

rensko2

Obecnie wieś się wyludnia. Jest ok. 10 rodzin mniej niż w 1945 r. Mieszka tu obecnie 31 rodzin, 131 osób.
Harcerze z Wielichowa, pod opieką Pawła Michalskiego, pracownika tutejszego Domu Kultury, wraz z dyrektorem Janem Grzesiem podjęli inicjatywę upamiętnienia cmentarzy poewangelickich w gminie Wielichowo. Uroczystego odsłonięcia tablicy w Reńsku z fragmentem psalmu: „Błogosławiona jest pamięć o sprawiedliwych” w j. pol. i j. niem. dokonał 27.10.2005r. proboszcz parafii kościoła ewangelicko-augsburskiego w Poznaniu, pastor Tadeusz Raszyk w obecności władz gminy, mieszkańców wsi, harcerzy, dzieci.

rensko3

Podobne tablice pamiątkowe znajdują się na byłych cmentarzach ewangelickich w Wielichowie – odsłonięcie 27.10.2006 oraz w Prochach i w Pruszkowie – 25.10.2007r.
Reńsko leży w Pradolinie Warszawsko-Berlińskiej, przez którą przepływają kanały Obry: Południowy – na wchód od Wilkowa Polskiego, Środkowy – okala Reńsko i północny, między Zieminem a Wielichowem. Kopano je za rządów pruskich ok. 1797 r. Prace ukończono w 1805 r. Trzeba je systematycznie regulować, oczyszczać. Wg. przekazu ustnego mieszkańców Reńska w 1871 r. przy pielęgnacji kanałów Obry pracowało ok. 1000 jeńców francuskich. Wielu z nich zmarło. Jeńcy francuscy pracowali także przy tych kanałach w 1940 r. Mieszkali w szkole.
Podczas nadmiernych opadów kanał w pobliżu Reńska wylewał wody na łąki. Rozlewisko miało niekiedy do 6 m szerokości, głębokość 30-60 cm. Uciecha dla chłopaków – baraszkowali w wodzie, łowili ryby. Ale, niestety, obfitsze opady to zmartwienie dla rolników – nie mogli zebrać siana – i troska dla hr. Jana Żółtowskiego z Czacza, właściciela tych łąk i dyrektora Towarzystwa Melioracji Obry.
W 1970 r. za Reńskiem, od mostu w kierunku Kotusza i w przeciwnym – do Wielichowa, Kanał Środkowy poszerzono do 10 m, a z wywiezionej ziemi umocniono „borty” (wyrażenie L.Ś), podwyższając je o ok. 1m. Woda już nie zalewała łąk leżących między kanałem a budynkami, a zatapiała nawet ogródki przydomowe od strony łąki.
Góry Ziemińskie – wzniesienie za Śniatami, po prawej stronie za lasem w kierunku Ziemina. Stąd po dziś dzień eksploatuje się żwir. Niemcy w 1942 r. zbudowali tor kolejowy z Ziemina do tych złóż, a w 1944 r. tory rozebrali. Obecnie żwir jest sortowany. Tablica na kamieniu przy wjeździe informuje: KRUSZGEO. Spółka z.o.o w Poznaniu, Kopalnia Reńsko. Po ten cenny kruszec przyjeżdżają ciężarówki z daleka. Wyrobiska zalesia się – to działalność leśniczego z Reńska. Jedno z wyrobisk to głęboki i rozległy kanion.
A historia Reńska?
Miejscowość wzmiankowana w 1314 r. – ale nie ma pewności. Reńsko powstało jako osada służebna w stosunku do Wilkowa Polskiego, do kościoła i przynależnych do niego dóbr. Do dziś Reńsko ma swą parafię w Wilkowie Polskim. Osadnicy osiedlali się na bezpiecznym wzniesieniu gruntu od strony Wilkowa. Przez wieś prowadzi jedna droga i przy leśniczówce jakby kończy się. Odnogi od głównej drogi odchodzą w kierunku Wilkowa i Kotusza. Na prawo teren mocno się obniża. To nizina nad Obrą, łąki, trzęsawiska. Droga do Ziemina to sprawa późniejsza. Chociaż Ziemin był w przeszłości miastem, Reńsko zawsze związane było z Wilkowem Polskim.
Niemcy w Reńsku? – Prawdopodobnie osiedlali się na zasadach olenderskich na początku XVIII w. Przybysze z zachodu po wyludnieniu tutejszych ziem po okresie tzw. „wojny północnej”, w którą wplątana została Polska w l. 1700-1712. Na skutek biedy i zniszczeń wywołanych przez liczne wojska przechodzące przez te ziemie przez kilka lat, mordy i kontrybucje wojsk szwedzkich i rosyjskich wioski pustoszały, zaczęły wybuchać zarazy, miasta były zdziesiątkowane. Dalsze lata, szczególnie za czasów Hakaty – to rugi pruskie. Hakata – to potoczna nazwa niemieckiej organizacji nacjonalistycznej założonej 28 IX 1884r. w Poznaniu przez Hansemanna, Kennemanna i Tiedemanna w celu germanizacji ziem i ludności polskiej znajdującej się pod zaborem pruskim. Popierała politykę rugów ludności polskiej, zwalczała język polski w szkołach, sądach i urzędach. Dążyła do wzrostu liczebnego i ekonomicznego ludności niemieckiej. Niemcy wykupywali upadające gospodarstwa. Polakom trudno było utrzymać się na piaszczystych ziemiach. W Kotuszu do 1939r. ostała się tylko jedna rodzina polska.
Cmentarz ewangelicki w Reńsku z ok. połowy XIX., czyli Niemcy wówczas tu mieszkali. Swój kościół ewangelicki mieli w Kotuszu.
A związek Reńska z Czaczem i Żółtowskim?
Wg. książki „Majątki wielkopolskie” t. V „Powiat kościański” Jolanty Goszczyńskiej w 1838r. dobra Czacz nabył Jan Nepomucen Żółtowski. Po nim w 1843r. odziedziczył je jeden z jego synów, Marceli Żółtowski, który w lipcu 1897r. przekazał majątek swemu wnukowi Janowi, po przedwczesnej śmierci syna Alfreda. Dobra Czacz obejmowały: majątki Czacz i Białcz z folwarkami: Nadolnik, Skoraczewo i Jeligowo oraz leśnictwa: Prętkowice, Księginki i Reńsko. O zasługach w dziedzinie kultury rolnej jak i w odważnej walce z naporem germanizacji Marcelego i Jana Żółtowskich mówią wspomnienia „Dwa pokolenia” hr. Jana Żółtowskiego.
Turysto! Jeśli znajdziesz się w okolicach Reńska, wioski oddalonej od dróg bitych, zauroczysz się przyrodą! Nie musisz szukać ciszy i wody w oddalonej o 800 km Dolinie Rospudy czy nad Bagnami Biebrzańskimi. Przejedź się chociażby drogą, która prowadzi z Reńska przez łąki usypaną groblą, a zakochasz się w oczkach wody rozlanej po łąkach na wiosnę, w ciszy, nasycisz oczy kolorowym kwieciem i usłyszysz muzykę ptactwa łąkowego, m.in. żurawi, a może nawet wypatrzysz czarnego boćka.
Polecam jeszcze szlak żółty przez Helenopol do asfaltu Kotusz-Puszczykowo, wśród alei z topoli i olch. Kółeczko ze Śmigla to ok. 40 km. Możesz je powtarzać wielokrotnie, bo to nie oddalona Suwalszczyzna – tam też jedź! – lecz kurs na Żegrowo i dalej… przed siebie…
Rowerzysto! Jeśli chcesz doświadczyć czegoś unikalnego, zobaczyć Reńsko takie jak tu ukazane, spiesz się, bo już zwieziono krawężniki, wkrótce rozkopią wioskę, a potem… będzie tak jak wszędzie – droga utwardzona. Ale jeszcze coś zostanie – Natura!
Co skłoniło mnie do napisania artykułu o Reńsku?
1. Moje zdziwienie, że po 10 latach, gdy po raz pierwszy zawitałam tu rowerem, w Reńsku właściwie niewiele się zmieniło, nadal drogi piaszczyste, brak chodników.
2. Tablica pamiątkowa przy cmentarzu ewangelickim i rozmowa z sołtysem. Po raz pierwszy dowiaduję się, że Reńsko w okresie międzywojennym w większości zamieszkiwali Niemcy i… zgodnie współżyli z Polakami.
3. Po rozmowach ze starszymi mieszkańcami, autochtonami, potwierdzenie, jakim skarbem jest POKÓJ!
4. Zwrócenie uwagi na miejscowość, o której nie wzmiankuje żaden z przewodników po tych ziemiach.
5. Moje zauroczenie przyrodą i ciszą wokół Reńska.
O Reńsku i jego mieszkańcach można pisać jeszcze wiele…
Dziękuję serdecznie rozmówcom p.p Annie Napierale, Leonowi Ślebodzie, Juliuszowi Sroczyńskiemu, Włodzimierzowi Śledziowi – sołtysowi, Pawłowi Michalskiemu za ich relacje, które skrzętnie wykorzystałam.

T.A.


 

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       projekt i wykonanie: primel.pl