Rok 1920 dla wszystkich Polaków był czasem trudnym. Także nastrój dla mieszkańców ziemi śmigielskiej nie był zbyt optymistyczny. Wszelkie doświadczenia wojenne niosące za sobą straty materialne, duchowe, a przede wszystkim utratę bliskich osób, nie miały pozytywnego wpływu na atmosferę obchodzonych wówczas świąt.


W świątecznym numerze „Orędownika Śmigielskiego” ukazał się artykuł, w którym napisano m.in., że: „Święto to z ostatnich dni przeszłości dla nas w dzielnicy wielkopolskiej tem radośniejsze, boć upływają w tym roku dwa lata, jak trzeci dzień Bożego Narodzenia naszej Piastowskiej dzielnicy przyniósł wybawienie. Był to przecież dzień 27 grudnia, jak na prowokację zerwali się uciśnieni i udręczeni niewolą i wygnali wroga...” oraz: „Ale niestety ten okres szczęśliwy aż szybko przeminął, na miejsce miłości przyszła nienawiść, zamiast zgody walka klasowa prowadzona z zawziętą nienawiścią. Oto po dwóch latach niepodległości stała się nasza Ojczyzna tak wstrętnem widowiskiem, gdzie w walce klasowej dzieci jednej matki się zwalczają, a co gorsze w zaślepieniu swem nawet na matkę powstają, bo ich hasłem stało się „Wszystko dla partii”.
Także w tym tonie znalazła się kolęda:
O zewsząd smutno w naszym kościele
Wojują, zbytkują nieprzyjaciele
Lulajże Jezuniu, lulajże lulaj,
Ty Matko swe ludy wraz z nim utulaj.
Wszystko to wskazuje na to, że po dramatycznych przeżyciach związanych z I wojną światową Polakom trudno było podnieść się i w pełni cieszyć się z narodzin Pana Jezusa. Jednakże nie można było o tym, tak ważnym dla nas – chrześcijan czasie zapomnieć i obejść obok niego obojętnie. W Śmiglu także nie obeszło się bez upamiętnienia tego, ważnego dnia.
Podczas przygotowań do świąt pamiętano o naszych żołnierzach. Są informacje, że Szkoła Ludowa w Śmiglu przygotowała 42 paczki dla żołnierzy, szkoła średnia 27 paczek, a Marian Olejnik ofiarował 25 funtów mąki na opłatki. Na okres świąteczny przygotowano także skromne imprezy. W II święto Bożego Narodzenia odbył się w restauracji Ksawerego Kunze koncert, a dzieci ze szkoły katolickiej przygotowały „Jasełki”. Dochód z tej imprezy był przeznaczony na zakup książek dla ubogich dzieci.
Święta minęły szybko i stwierdzono, że: „Tegoroczna aura nie dopisała, gdyż zamiast mrozu i śniegu mieliśmy deszcz, błoto i mgławice. To też nasi spacerowicze i „sportsmeni” musieli się zadowolić nudami i trzymać się więcej ogniska domowego. Urozmaiceniem, a raczej atrakcją świat były „Jasełka” w pierwszy i drugi dzień. Była to prawdziwie szczera uciecha naszej dziatwy”.
W ten radosny dzisiaj czas warto znowu przypomnieć, z czego śmiali się nasi przodkowie w okresie II RP.
Ostrożny
Wybacz pan – chciałbym pozbyć się swego tasiemca – czy muszę w tym celu uzyskać zezwolenie urzędu najmu?
Zawsze kupcy
Kupiec A: No czyś pan kontent z żony?
Kupiec B: (bogato ożeniony) Dziękuję wcale nieźle procentuje.
Zasada życiowa
Icek: (do swego syna idącego w świat) Jeśli ci coś dadzą – bierz, jeśli co coś wezmą krzycz.
Dziwne
Starsza panna – oglądając zbiór swoich zdjęć fotograficznych: To dziwne – na najstarszych fotografiach wygląda się najmłodziej.
Profesor
Profesor na dworcu kolejowym na pięć minut przed odjazdem pociągu – obładowany paczkami
- A wiesz żonusiu, szkoda, że nie zabraliśmy fortepianu
- Czy ty sfiksowałeś? Fortepian zabierać ze sobą w podróż?
- Tak ale ja na fortepianie zostawiłem paszporty i bilety kolejowe...

Jan Pawicki

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       projekt i wykonanie: primel.pl