rodo

 nr 11/03

 

„Konwalie takie ulotne trzeba szybko je sprzedać
niebo marszczy brwi a w domu piszczy bieda
żeby tylko nie zwiędły, żeby dzwoniły dzwoneczkami
żeby tak wonnie kusiły i do ludzi się śmiały”.
Adam Ziemianin

Rok 1655. Na wyspie na Jeziorze Radomierskim partyzanci starosty zbąskiego Krzysztofa Żegockiego starli się ze Szwedami. Rozpętała się straszna bitwa. Partyzanci zostali pobici, ale tam, gdzie polała się krew, rosną do dzisiaj różowe konwalie. Jest to jedyne miejsce w Europie. Ta wyspa to rezerwat przyrody - „Wyspa Konwaliowa”.

Od XI I  I wieku wyspa przez kilkaset lat należała do cystersów z Przemętu. Gdy zakon zsekularyzowano, wyspa przeszła na własność rządu pruskiego. Przed I  I wojną światową urządzano na niej festyny. Na polanie grała wojskowa orkiestra z Leszna, łodziami dowożono napoje i przekąski. Przyjeżdżano jednak nie tylko, aby się bawić, również po to, by zrywać konwalie. (Konwalia majowa – bylina z rodziny liliowatych rosnąca w cienistych lasach liściastych i mieszanych całej Europy i środkowej Azji. Cała roślina jest trująca, kwiaty i ziele, rzadziej kłącza są surowcem farmaceutycznym, dającym cenne glikozydy nasercowe. Tak więc konwalia to ważny składnik leków nasercowych. Kiedyś powszechnie skupował konwalie „Herbapol”. Obecnie w Polsce zbiór ze stanu dzikiego jest prawnie ograniczony. Konwalię majową uprawia się na rabatach i na kwiat cięty; wyhodowano odmiany ozdobne, m. in. o kwiatach dużych, pełnych i różowych).

W okresie przedwojennym i krótko po nim nastąpiły rabunkowe żniwa konwaliowe. Po protestach młodzieży gimnazjalnej z Wolsztyna i Przemętu w 1957 roku utworzono na wyspie rezerwat. Można spotkać tam kilka rzadkich roślin – buławika czerwonego, hubę siarkową, kokoryczkę i lilię złotogłów. Swoje siedlisko ma tam także kania. Ale oczywiście najważniejsze są konwalie. To prawdziwa rzadkość – rosną one tylko tutaj. Nikt nie wie, dlaczego akurat w tym miejscu pojawiły się różowe konwalie, czyli takie, które mają różową nasadę pręcika. Być może w legendzie o partyzantach Żegockiego tkwi ziarenko prawdy. Jest jeszcze inna, która mówi o wiarołomstwie żony miejscowego możnowładcy. Pojął on za żonę dziewczynę z ludu i zamieszkał zamku na wyspie. Kiedy zmarła jej matka, a ojciec przyszedł powiadomić córkę o śmierci, wyrzekła się go. Ojciec, odchodząc, zapłakał krwawymi łzami. W miejscach, gdzie łzy upadły, wyrosły różowe konwalie. Legendy legendami, a opieka nad rezerwatem nie jest łatwa. Wyspę zarasta leszczyna, która kradnie światło i uniemożliwia rozrost konwaliom. Ponieważ to rezerwat, nie wolno prowadzić normalnej gospodarki leśnej. Także dęby, którymi zachwycają się ekolodzy, przysparzają kłopotów. Nowe dęby, wyrosłe ze starych, nie są zdrowe i pełnowartościowe. Wiele z nich łamią wiatry a wiatrołomy, których nie można uprzątnąć, są siedliskiem szkodników zagrażających okolicznym lasom.

Rezerwatu„Wyspa Konwaliowa” nie można niestety zwiedzać.

Niejako na pocieszenie obok Wyspy Konwaliowej prowadzi szlak kajakowy nazwany „konwaliowym”. Jego trasa wiedzie z Jeziora Dominickiego przez Jezioro Wielkie, Jezioro Małe, Kanał Błotnicki do Jeziora Błotnickiego, Przemęckiego dalej obok Wyspy Konwaliowej przez Jezioro Olejnickie, Górskie, Osłonińskie, Wieleńskie, Trzytoniowe, Brneńskie, Białe, Miałkie i Lincjusz. Pętlę „szlaku konwaliowego” można zakończyć na jeziorze Zapowiednik lub popłynąć Starą Rzeką do Lginia. Spływ tym szlakiem (ok. 40 km) to niezapomniane przeżycie, czego doświadczył niżej podpisany.

Andrzej Weber

 

 


                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       projekt i wykonanie: primel.pl