Ziemia Śmigielska w 1939 r. obejmowała 3 jednostki administracyjne: miasto Śmigiel, gminę Śmigiel i gminę Stare Bojanowo. W 1939 r. mieszkały w Śmiglu 4273 osoby, a wśród nich: 3796 katolików, 454 ewangelików i 3 osoby narodowości żydowskiej. Żydzi przed wybuchem wojny wyprowadzili się do Kościana. Mniejszość niemiecka była grupą silnie ekonomiczną. W mieście miała: 2 firmy budowlane, 2 piekarnie, 3 masarnie, 6 młynów, browar, 3 kuźnie i 3 restauracje oraz 2 cegielnie w Nietążkowie i Przysiece Starej. Do Niemców należały duże majątki ziemskie w: Bronikowie, Morownicy, Koszanowie, Parsku, Wonieściu i Starym Bojanowie.

Mniejszość niemiecka starała się, by żadna własność niemiecka nie przeszła w ręce Polaków, czego dowodem jest fakt, że Niemka, Emma Rolle chciała sprzedać dom Polakowi, ale wymuszono na niej cofnięcie tej sprzedaży. Innym przykładem wskazującym na pomyślność gospodarczą Niemców był fakt, że młynarz niemiecki, Fritz Hoffmann, który posiadał tylko wiatrak, wykupił od polskiego chłopa, Franciszka Felerskiego, ziemię położoną przy szosie Śmigiel-Stare Bojanowo i w latach 1937-1938 wybudował na niej nowoczesny młyn motorowy.

W sierpniu 1939 r. zaobserwowano zwiększoną aktywność miejscowych Niemców. Niektórzy z nich codziennie zbierali się w restauracji Niemki Rissmann, znajdującej się przy rynku, na spotkania i słuchanie audycji niemieckich radiostacji. Niektórzy młodzi, niemieccy aktywiści kilka tygodni przed wybuchem wojny, uciekli do Niemiec, by wkroczyć razem z wojskiem najeźdźcy. Syn niemieckiego rzeźnika Ludwiga wyjechał w sierpniu do Niemiec, by wkroczyć razem z wojskiem niemieckim do Starego Bojanowa. Niemcy w Śmiglu posiadali 20 sklepów oraz własną księgarnię. Cały personel szpitala miejskiego stanowiły Diakoniski, niemieckie siostry zakonne. Niemcy korzystali z pełnej swobody organizacyjnej, gospodarczej, kulturalnej, wyznaniowej i narodowościowej. Mieli także swoje organizacje gimnastyczne, gospodarcze i śpiewacze. Posiadali parafię ewangelicką, cmentarz i swojego pastora. Do 1938 r. w radzie miejskiej zasiadało 3 Niemców, a w 1939 r. radnym był kowal Adolf Henschel. Niemiecka Kasa Oszczędności i Pożyczki w 1938 r. miała 139 członków, a po wybuchu wojny przejęła kapitał polskiego Banku Ludowego w Śmiglu.

Dnia 24.08.1939 r. ogłoszono mobilizację powszechną. Władze miasta i sołtysi doręczali karty mobilizacyjne, by w 24 godzinach zgłosić się do swoich jednostek. Władze polskie zaleciły kopanie rowów przeciwlotniczych. W odezwie do ludności cywilnej starosta zarządziłby: zachować spokój, być posłusznym organizatorom obrony przeciwlotniczej, pilnie słuchać obwieszczeń i stosować się do zarządzeń. 25 sierpnia Rada Miejska Śmigla uchwaliła dodatek miejski w kwocie 1500 złotych dla jedynych żywicieli rodzin powołanych pod broń. Ludność wraz z żołnierzami Śmigielskiej Kompani Obrony Narodowej budowała różne umocnienia obronne w okolicach Czacza. Społeczeństwo ziemi śmigielskiej bardzo aktywnie włączyło się do zbiórki pieniężnej, aby dozbroić Kompanię Śmigielską. Ewakuowano urzędy i pracowników poczty. 3 września po 23.00 wyjechały samochodem władze miasta z burmistrzem, udając się przez Śrem do Środy. Aby utrzymać ład i porządek, następnego dnia zawiązał się polsko-niemiecki komitet z mistrzem złotniczym, Stanisławem Grabowskim na czele.

Napięcie i panika spowodowały masową ucieczkę polskiej ludności cywilnej przed okupantem na wschód, by przekroczyć linię rzeki Warty. Zabierano to, co można było zabrać na wóz konny, najpotrzebniejsze rzeczy, żywność (m.in. chleb, smalec, wędzoną słoninę), naczynia, pierzyny, koce, płaszcze i inne rzeczy, a ponadto worki żyta i owsa dla koni. Niektórzy rolnicy pędzili też krowy. Uciekinierzy jechali różnymi drogami, m.in. przez: Wonieść, Gryżynę, Racot, Witkówki oraz Gorzyce w kierunku Śremu. Uciekinierzy z Bruszczewa i Śmigla dotarli aż do wsi Luciny za Śremem. Wokół było widać łuny pożarów, gdyż nasze wojsko paliło wszystkie stogi na polach. Gdy Niemcy spotkali uciekinierów, to nakazali im powrót do swoich domów.

Na podstawie ustawy o stanie wyjątkowym państwa starosta kościański - Tadeusz Karpiński zarządził aresztowania miejscowych Niemców, tzw. volksdeutschów, mężczyzn do noszenia broni. Z terenu Śmigla i okolicy internowano kilkadziesiąt osób. Miało to zmniejszyć zagrożenie przed masową dywersją. W Śmiglu była bardzo aktywna grupa m.in. Heinricha Hentschela z Nietążkowa. Internowanych z gmin Śmigiel i Stare Bojanowo zgromadzono dnia 1.09.1939 r. w Kościanie, w sali Towarzystwa „Sokół”. Internowani pod eskortą wojska zostali skierowani w pieszej kolumnie na wschód Polski, 2 września dotarli forsownym marszem do Śremu, a 3 września do Środy. Następnie udali się przez Miłosław, Pyzdry i Słupcę w rejon Konina i Turku, aż 12 września znaleźli się niedaleko Koła. Tam nie wytrzymał trudów marszu i zmarł Fritz von Hoffmannswaldau, właściciel majątku w Koszanowie. Dnia 27 sierpnia, przez dowództwo 17 pułku ułanów w Lesznie, został ogłoszony alarm. Drugi szwadron pułku wyjechał na pogranicze, by później stacjonować w Morownicy. Stamtąd były wysyłane patrole w rejon Włoszakowic - Barchlina, by patrolować teren w obawie zaskoczenia przez Niemców. Patrole te były silne i liczyły około 40 ludzi. Wyposażenie patrolu stanowił cekaem na taczance i działko przeciwpancerne, przy pomocy, którego można było uderzyć na czołgi nieprzyjaciela.

W sierpniu 1939 r. zorganizowano Batalion Obrony Narodowej w Kościanie, któremu podlegały trzy kompanie: kościańska, czempińska i śmigielska. Dowódcą śmigielskiej kompani był por. Stanisław Cybulski, a szefem kompani sierżant Franciszek Jacygard z Ostrowa Wlkp. Kompania ta składała się z trzech plutonów piechoty, którymi dowodzili w randze poruczników: Stanisław Plewa – nauczyciel z Wyderowa, Edward Szwarc – nauczyciel z Bruszczewa, a także Jan Wąsiak – urzędnik z Glińska. Ponadto w skład kompani wchodził też jeden pluton karabinów maszynowych, którego dowódcą był por. Jan Cieślawski. W podobny sposób były zorganizowane pozostałe kompanie. Kompanie Obrony Narodowej były zgrupowane w Śmiglu, Kościanie i Czempiniu. Około połowy sierpnia 1939 r. kompania śmigielska wycofała się z miasta Śmigla i zajęła pozycję w miejscowości Czacz, położonej o 3 km na północ od Śmigla. Przygotowywała się ona do obrony budując umocnienia, które miały utrudnić pochód wojsk nieprzyjacielskich.

Dnia 29 sierpnia 1939 r. Niemcy mieszkający w Święciechowie wywołali zamieszki i wtedy z Morownicy wyszły do Święciechowy dwa plutony 2 szwadronu 17 pułku ułanów, którymi dowodził ppor. Stryja. Jeden pluton maszerował przez Błotkowo i Wilkowice do Święciechowy, a drugi pluton okrążył miasteczko od strony Leszna. Niemcy otworzyli ogień do żołnierzy polskich i po krótkiej walce żołnierze polscy wyprowadzili niemieckich dywersantów, spośród których wielu nie było mieszkańcami Święciechowy. Złapanych Niemców żołnierze prowadzili przez: Krzycko, Bronikowo, Morownicę, Śmigiel do Kościana i dalej na wschód.

Po wybuchu wojny oddziały Obrony Narodowej przygotowywały się do obrony. Na rozkaz z batalionu jeden z plutonów, wchodzących w skład kompani śmigielskiej pod dowództwem por. Edwarda Szwarca, udał się samochodem ciężarowym w dniu 3 września 1939 r. do miejscowości nadgranicznej Nowa Wieś-Mochy, w powiecie wolsztyńskim. Przechodząc przez wieś, Polacy zostali zaatakowani przez znajdujący się tam oddział niemiecki silnym ogniem z broni maszynowej. Widząc przeważające siły Niemców, oddział szybko wycofał się. Polskiej straży granicznej już tam nie było, a granicę przekroczyły wojska niemieckie z 13 Rejonu Ochrony Pogranicza wchodzącego w skład 8 armii. Aby utrudnić drogę wkraczającym wojskom nieprzyjacielskim, śmigielska kompania Obrony Narodowej przygotowała wiele przeszkód. W tym celu między miejscowościami Wyderowo, a Nietążkowo, leżącymi na trasie Leszno - Poznań, ścięto na przestrzeni kilkudziesięciu metrów drzewo w lesie, co spowodowało zatarasowanie drogi. Dla uzyskania lepszego pola obserwacji, na rozkaz władz, ludność cywilna ścinała w nocy wszystkie większe drzewa w dolinie rzeki Samicy. Na rzece tej zbudowano kilka małych tam, które spowodowały zalanie okolicznych łąk na terenie wsi Czacz, na długości ponad 1 km. Między naturalną linią obrony, utworzoną przez rozlaną wodę, a wsią Czacz, wykopano rowy strzeleckie i założono zasieki z drutu kolczastego. Przygotowując obronę, zniszczono w dniu 3 września cztery mosty na rzece Samicy i przy jej dopływie. Były to dwa mosty na drodze Śmigiel - Kościan, jeden most na drodze Czacz - Wielichowo oraz jeden most na drodze Śmigiel - Stare Bojanowo. Następnego dnia saperzy wysadzili cztery mosty na rzece Obra w Kościanie. Potem oddziały Obrony Narodowej opuściły powiat wycofując się w rejon Śremu. Jak wspomina Henryk Bajon z Drużyny harcerskiej im. Tadeusza Kościuszki, były utworzone 3-osobowe grupy łącznikowe, które uczestniczyły w ćwiczeniach Śmigielskiej Kompani i w mobilizacji w Czaczu. Łącznikami byli też: Ludwik Wajske, Zygmunt Ziegler i Alfons Zbierski. Śmigielska Kompania otrzymując rozkaz wycofała się na wschód przez Konin i Kutno do Puszczy Kampinowskiej. Tam wzięła udział w kilkudniowej bitwie pod Kutnem i Sannikami, gdzie żołnierze dostali się do niewoli niemieckiej.

W dniu 7 września 1939 r. około godz. 10.00 od strony Poladowa zbliżyły się do miasta pierwsze oddziały niemieckie. Patrol niemiecki składający się z dwóch motocykli z przyczepami, przejechał ulicami: Kilińskiego, Jagiellońską, rynkiem (obecnie Plac Rozstrzelanych) i Lipową do skrzyżowania z ulicą Św. Wita. Na każdym z tych motocykli było trzech żołnierzy z bronią gotową do strzału i wymierzoną w stronę budynków po obu stronach ulicy. Na powitanie patrolu wyszedł miejscowy Niemiec, Richard Vogt wraz z całą rodziną, wynosząc na rynek tacę z pożywieniem i owocami. Żołnierze spiesząc się, nie skorzystali z poczęstunku. Motocykliści zawróciwszy, udali się tą samą drogą, aż do młyna parowego przy ul. Kilińskiego, gdzie dali znak, że miasto jest wolne. Należy dodać, że miejscowi Niemcy dawali sygnały nadciągającym wojskom z wieży kościoła ewangelickiego. Następnie na powitanie wojsk niemieckich wybiegły kobiety i dzieci niemieckie z kwiatami. Oficjalne powitanie nastąpiło przed ratuszem, a dokonał go budowniczy, Paul Gemming, lekarz dr Gottfried Theunen, Georg Fischer i obywatelstwo niemieckie. W dniu tym urządzono dla dzieci niemieckich uroczystość w sali strzelnicy. Wkrótce przybrano domy w sztandary hitlerowskie ze swastyką. Ten sam patrol niemiecki dotarł później do Starego Bojanowa. Wkrótce w poszczególnych wsiach powołano nowych sołtysów spośród Niemców i zorganizowano zebrania ludności, na których Niemcy odczytywali zarządzenia o zachowaniu porządku i podporządkowaniu się władzy niemieckiej. Wystąpienia Niemca tłumaczono na język polski. Nazwę miasta zmieniono na „Schmiegel”, a Starego Bojanowa na „Alt Boyen”. Zmieniono nazwy wszystkich wsi na niemieckie. Wójtem w Śmiglu został Roman Weigt, powołano też nowych sołtysów.

Już 8 września młodzież niemiecka wywracała i zniszczyła figurę Św. Jana znajdującą się po lewej stronie drogi do Czacza oraz figurę w Bruszczewie. Burmistrzem miasta został miejscowy Niemiec Paul Gemming. Po kilkunastu dniach wrócił z internowania Heinrich Hentschel, który objął z dniem 23 września urząd burmistrzowski. Wkrótce dał się on we znaki mieszkańcom miasta i okolicy. Szczególnie znęcał się nad żołnierzami polskimi, wracającymi z kampanii wrześniowej. W dniu 13 września wrócili z ucieczki przedstawiciele Zarządu Miejskiego w Śmiglu: burmistrz - Władysław Pioch i wiceburmistrz - Maksymilian Stachowiak. Na rynku, przed magistratem, oczekiwała ich żandarmeria niemiecka. Jeden z żołnierzy uderzył burmistrza w twarz, tak silnie, że ten się „zatoczył”. Z miejsca też aresztowano burmistrza i osadzono go w więzieniu. W dniu 15 września, po południu kilku żołnierzy niemieckich, szukając byłego kierownika rzeźni Walentego Balcera, wtargnęło do mieszkania Zygmunta Białeckiego, znajdującego się przy placu Wojska Polskiego. Po przeprowadzonej rewizji żołnierze udali się na strych, gdzie oddali strzały do chorego Białeckiego, który otworzył drzwi pokoju. Ranny Polak wkrótce zmarł.

W dniu 16 września o godz. 8.00 rano w miejscowym kościele parafialnym ks. proboszcz Stanisław Nowak odprawił nabożeństwo. W wypełnionym po brzegi kościele było słychać płacz i szlochanie. W tym czasie kościół i przyległe ulice zostały okrążone przez hitlerowskie wojska. Po skończeniu nabożeństwa, do zakrystii weszli żołnierze niemieccy, wzywając ks. prob. Stanisława Nowaka do zgłoszenia się na posterunek żandarmerii. Ludzie wychodzący z kościoła byli zatrzymywani przez żołnierzy SS, a młodzież (Hitlerjugend) i starsi Niemcy wskazywali, jakich Polaków zatrzymać. Aresztowanych w ten sposób w liczbie: kobiet około 40 i mężczyzn około 100, przeprowadzono pod silną eskortą ulicą Farną do gmachu Sądu Grodzkiego, gdzie ich osadzono. Umieszczono ich na parterze i pierwszym piętrze, dając do spania trochę słomy oraz wydzielając nędzne, głodowe porcje jedzenia. Poza tym przeprowadzono aresztowania po domach, a nawet po ogrodach i polach. Szczególną ruchliwość i pomoc podczas aresztowań wykazali synowie dra Theunego: Heinz i Johann.

Wszystkich aresztowanych Polaków przesłuchiwano stosując znane metody polegające na krzyku i biciu. Przesłuchań, które odbywały się w sali sądowej (obecnie sala Urzędu Miasta), dokonywali miejscowi Niemcy: właściciel browaru - Wilhelm Klossek, Augustyna Buchnerowa i fryzjer – Gerhard Knappe – późniejszy prokurator sądu doraźnego. Ten ostatni szczególnie dawał się we znaki ks. prob. Stanisławowi Nowakowi, bijąc i maltretując sędziwego starca.

Wkrótce ludność polską czekało nasilenie terroru. raport

Obowiązkowy meldunek polskich żołnierzy rezerwy przed żandarmerią niemiecką, październik 1939 r.

 

Wzmocniono działanie zmierzające do przeprowadzenia masowych egzekucji na ludności polskiej w Śmiglu i w Kościanie.

Dnia 29 września burmistrz Hentschel nakazał sołtysowi z Glińska dostarczyć 4 podwody (wozy konne) na skraj lasu w Nietążkowie. Podżegaczami do zbrodni byli miejscowi Niemcy ze Śmigla z burmistrzem Hentschlem na czele. Tego samego dnia, przed godz. 23:00, wybuchł pożar w zabudowaniach gospodarczych Niemca Richarda Langnera w Nietążkowie. Na wieść o tym miejscowa ludność przybiegła gasić pożar. Około godz. 23:30 na miejsce pożaru przyjechało podwodami konnymi, dostarczonymi przez sołtysa wsi Glińsko, wojsko niemieckie z Radomicka. Żołnierze okrążyli zagrodę i ścieśniając pierścień okrążenia zegnali Polaków bliżej płonących budynków. Następnie ustawiono ich w kolumnę dwójkową, wzdłuż której przeszli burmistrz Hentschel, który nieznacznie wskazywał palcem osoby oraz oficer niemieckiego oddziału, który wyciągał z szeregu wskazanych Polaków. Aresztowano wtedy 4 Polaków: Karola Frąckowiaka, Wiktora Kamieniarza, Walentego Maćkowiaka i Ignacego Ratajczaka, których przewieziono na posterunek żandarmerii w Śmiglu. Tam do godz. 3:00 rano byli przesłuchiwani przez komendanta żandarmerii Konniga oraz burmistrza Hentschla, którzy biciem i torturami starali się wymusić na zatrzymanych przyznanie się do niepopełnionych czynów. Następnie umieszczono ich w pojedynczych celach b. Sądu Grodzkiego w Śmiglu, gdzie o godz. 7:00 rano znów zaczęło się przesłuchiwanie przez gestapo.

Rankiem rozeszła się wieść, że tej samej nocy został zamordowany stróż nocny cegielni w Nietążkowie, Niemiec - Christian Rausch ze Śmigla. Poderżnięto mu gardło. O godz. 11:00 aresztowanych 4 mieszkańców Nietążkowa doprowadzono na posterunek żandarmerii, gdzie trwały dalsze przesłuchiwania prowadzone przez komisję wojskową z Leszna. Spisano protokół i zamierzano zwolnić aresztowanych. W tym czasie weszła do pokoju Niemka - Zugehor ze Śmigla, która oświadczyła, że Wiktor Kamieniarz jest ojcem poszukiwanego przez Niemców Kazimierza Kamieniarza. Po tej informacji gestapo zatrzymało Wiktora Kamieniarza, a pozostałych zwolniono.

W budynku magistrackim urzędował na sesji wyjazdowej Sąd Doraźny Policji Bezpieczeństwa w Poznaniu, który skazał na śmierć 16 Polaków. Imienny dobór ofiar pozostawiono miejscowym Niemcom. Oni skompletowali listę osób przeznaczonych do rozstrzelania, kilka godzin po zapadnięciu wyroku. Z 10 zakładników wybrano tylko znanego działacza, fryzjera - Feliksa Zbierskiego. Zatrzymano też wspomnianego już Wiktora Kamieniarza oraz w Nietążkowie Stanisława Bocka i sołtysa - Franciszka Zimmera. W Śmiglu aresztowano: Ignacego Cieślę, Walentego Czyżowskiego i Stanisława Nowakowskiego, a w Wilkowie Polskim, Czesława Janickiego.

Dnia 30 września 1939 r. około godz. 19:15 ustawiono na śmigielskim rynku samochody, które oświetlały 3 strony placu. Stronę południową oświetlano tylko w jednym miejscu, koło gmachu apteki, przy pomocy reflektorów motocyklowych. Żołnierze niemieccy usunęli z ulic wszystkich Polaków. Egzekucję mogli oglądać tylko Niemcy. Kilka minut przed godziną 19:25 Pospiesznie pędzono z urzędu magistrackiego, który mieścił się w ratuszu, zbitych i zmaltretowanych 8 skazańców – Polaków. Popychano ich uderzeniami kolb, a każdy z nich dochodząc do muru apteki ginął od salwy hitlerowskiego plutonu egzekucyjnego. Dowodzący plutonem dobijał ofiary z broni krótkiej. Następnie zakładnicy polscy złożyli zmasakrowane zwłoki na przygotowany wóz konny i pod dozorem żołnierzy niemieckich przewieziono je ulicami: Jagiellońską, Kilińskiego i Zieloną (obecnie Aleja Bohaterów) na cmentarz pożydowski przy ul. Nowej, gdzie ciała rozstrzelanych wrzucono do wspólnego dołu, zakrywając ziemią i zrównując mogiłę z powierzchnią cmentarza.

Na Rynku w Śmiglu polała się krew bohaterskich Polaków, którymi byli:

1. Bock Stanisław, lat 42, rolnik z Nietążkowa.

2. Cieśla Ignacy, lat 50, drogomistrz ze Śmigla.

3. Czyżowski Walenty, lat 51, młynarz ze Śmigla.

4. Janicki Czesław, lat 61, właściciel bekoniarni z Kościana.

5. Kamieniarz Wiktor, lat 54, rolnik z Nietążkowa.

6. Nowakowski Stanisław, lat 38, właściciel drogerii ze Śmigla.

7. Zbierski Feliks, lat 41, fryzjer ze Śmigla.

8. Zimmer Franciszek, lat 63, rolnik z Nietążkowa.

Odręczny tekst w 2 językach nakazano wydrukować w drukarni Antoniego Łęczyńskiego zaznaczając, aby obwieszczenie wydrukować na papierze z czerwonym tłem. W tekście zapisano: „Na ślad przestępców nie natrafiono. W odwecie za ten czyn sąd skazał na śmierć 16 Polaków”.

obwieszczenie

 

Tego samego dnia 8 Polaków rozstrzelano w Śmiglu, a 1 października w Kościanie tę samą ilość Polaków.

W dniu 23 października doszło w Śmiglu do następnej masowej egzekucji.

Zginęli:

1. Ciesielski Zygmunt, lat 57, aptekarz ze Śmigla.

2. Firlej Jakub, lat 60, rolnik z Kotusza.

3. Kasperski Albin, lat 27, stolarz z Robaczyna.

4. Kreuschner Wilhelm, lat 59, ogrodnik ze Śmigla.

5. Ławniczak Józef, lat 51, naczelnik poczty ze Śmigla.

6. Łukomski Zbigniew, lat 37, budowniczy ze Śmigla.

7. Modliński Brunon, lat 23, rolnik z Wyderowa.

8. Pioch Władysław, lat 50, burmistrz ze Śmigla.

9. Przybysz Roman, lat 40, mistrz rzeźnicki ze Śmigla.

10. Sobczak Wiktor, lat 37, urzędnik pocztowy ze Starego Bojanowa.

11. Stachowiak Maksymilian, lat 61, drogerzysta ze Śmigla.

12. Szymański Leon, lat 27, czeladnik kołodziejski ze Śmigla.

13. Tolksdorf Józef, lat 34, kupiec ze Starego Bojanowa.

14. Wojciechowski Brunon, lat 53, urzędnik kolejowy z Olszewa.

15. Wojciechowski Stanisław, lat 40, rolnik z Wyderowa.

Skazańców, w dniu 22 października, zmuszono do wykopania masowego grobu na cmentarzu pożydowskim, obok rozstrzelanych w dniu 30 września. Na przeprowadzenie drugiej masowej egzekucji w Śmiglu wyznaczono godz. 13:00.

Od wczesnego rana, przed murem apteki, ustawiano worki z piaskiem i zaścielono chodniki słomą. Na krótko przed godziną 13:00 przyprowadzono do aresztu miejskiego, gdzie poprzednio ulokowano skazańców, ks. prob. Stanisława Nowaka, który miał udzielić skazanym ostatniej pociechy religijnej.

Kilka godzin przed egzekucją grupa polskich zakładników stała blisko miejsca straceń. Na nich napadła młodzież z Hitlerjugend, która biła i kopała Polaków. Pilnujący zakładników strażnicy biernie i z radością przypatrywali się temu faktowi.

Na rynek spędzono polską ludność cywilną i ustawiono ją po lewej stronie miejsca zbrodni. Po drugiej stronie zebrała się ludność niemiecka. Około godz. 12:30 wypuszczono biedne ofiary z aresztu miejskiego, mieszczącego się w ratuszu. Niemieccy żołdacy, pomagając sobie kolbami karabinów, pędzili biegiem zmaltretowanych uprzednio Polaków pod mur apteki. Tam każdy z nich odwrócony twarzą do ściany z podniesionymi rękoma przeżył najstraszliwsze chwile swego życia.

Oddział egzekucyjny przybył dwoma samochodami i zatrzymał się na rynku. Żołnierze udali się do restauracji niemieckiej, skąd po pewnym czasie wyszli udając się na miejsce egzekucji. Idąc trzymali w lewej ręce karabiny, a w prawej hełmy. Następnie ustawili się w dwuszeregu. Na rozkaz dowodzącego pierwszy szereg oddał strzały z postawy klęczącej, natomiast drugi z postawy stojącej. Jeden ze skazanych Polaków odwrócił się i zdążył krzyknąć: „jeszcze Polska nie zginęła!”. Wśród zgrozy przejmującego aktu, niektórzy Niemcy klaskali w dłonie, dając wyraz zadowolenia i aprobaty z zaistniałego faktu egzekucji.

Zwłoki pomordowanych wrzucono w bezładzie na wóz konny, którym wożono węgiel do miejscowej gazowni, a następnie przewieziono na cmentarz pożydowski.

Sekretarz urzędu, Polak Leonard Graczyk, sporządził akty zgonu pomordowanych podając formułę: w Śmiglu na Starym Rynku został rozstrzelany.

Wprowadzono godzinę policyjną. Zarządzono zmiany nazw miejscowości, ulic oraz napisów na urzędach i zakładach na niemieckie. Nakazano złożenie broni i amunicji, przeprowadzając rewizje w wielu domach. Burmistrz donosił staroście, że w Śmiglu jest 129 bezrobotnych i trzeba ich wywieźć na roboty do Rzeszy. Nakazał on również zamknąć piekarnie polskim piekarzom. We wrześniu 1939 r. w żwirowni, w Olszewie Niemiec zastrzelił Antoniego Długiego ze Starego Bojanowa, a 3 października nad jeziorem zastrzelono Feliksa Czopa z Wonieścia. Kilkudziesięciu mieszkańców gminy zostało uwięzionych w Forcie VII w Poznaniu, gdzie zginęli, bądź zostali wywiezieni do obozów koncentracyjnych. W grudniu 1939 r. rozstrzelano tam Józefa Banaszaka z Parska. Dnia 7 października burmistrz zwrócił się do komendanta żandarmerii, by przeprowadzić rewizje w domach Polaków, by szukać listy „narodowców”. Rewizje przeprowadzono u lekarza Zenktelera, Jerzego Gronowskiego, Władysława Fenglerskiego, Tondera Piotrowskiego i proboszcza Stanisława Nowaka. W dniu 20 października burmistrz zażądał, by policja aresztowała plutonowego Franciszka Jacygarda, szefa kompani Obrony Narodowej w Śmiglu, który miał mieszkać u rodziny w Ostrowie. Ponadto nakazał szukać Stefana Stankowiaka i fryzjera Gucia ze Śmigla oraz Michała Piechowiaka z Olszewa, byłego sierżanta i hardego „narodowca”. Dowódca niemieckiego wojska w Śmiglu, Kurt Luckmann, napisał do burmistrza: „dla zapewnienia bezpieczeństwa wojsku, trzeba nadal osadzać zakładników informując, że za każdego rannego Niemca – dwóch, a za każdego zabitego – dziesięciu zakładników zostanie rozstrzelanych”.

W październiku ukarano lekarza, dra Stanisława Skarżyńskiego, karą 1 500 złotych za to, że ewakuował się na początku wojny i nie leczył mieszkańców. Ukarano też Polaków, którzy w ciągu 3 dni nie zamalowali polskich napisów na swoich sklepach. Zarządzono, by kupcy spisali swoje towary, a wykazy oddali na posterunek policji. Później zakłady i warsztaty oddawano przybyłym osadnikom niemieckim, wysiedlając polskich właścicieli. Zarządzono przymusową wymianę polskich srebrnych pieniędzy na niemieckie. Konfiskowano radioodbiorniki, gramofony i polskie płyty.

7 listopada w Kościanie rozstrzelano: Wincentego Balcera, Jana Błaszczyka, Aleksego Grobelniaka i Mikołaja Mikołajczaka ze Śmigla. Ponadto też: Stanisława Ratajczaka i Stanisława Stanisławskiego z Karśnic, Tomasza Hałupkę z Robaczyna i Jana Zamelskiego ze Starego Bojanowa.

9 listopada w lesie Kurzagóra zginęli: Bartłomiej Adamczewski z Wonieścia, Józef Dratwiński ze Śmigla, Wojciech Leśny z Przysieki Starej, Franciszek Łęcki ze Starego Bojanowa, Franciszek Majorek z Bronikowa, Franciszek Matuszak z Parska i Jan Nowaczyk z Wonieścia.

Burmistrz zażądał, by żandarmeria aresztowała fanatycznych Polaków: lekarzy - Pawlickiego i Zenktelera, dentystę Skorackiego, studenta Ciesielskiego, prawnika Soleckiego, notariusza Żmudzińskiego i kierownika szkoły Bolesława Antkowiaka. Dnia 8 grudnia 1939 r. odbyło się pierwsze wysiedlenie, które objęło 25 polskich rodzin. Zostały one umieszczone na przejściowo w Żegrowie, a po kilku dniach przewiezione do Kościana na dworzec, skąd skierowano je do powiatów: Miechów, Lublin i Sokołów Podlaski.

Rok 1939 kończył się w atmosferze ucisku i terroru okupanta.

(-) mgr Franciszek Cieślik

Źródła (wybór)

1. Archiwum Państwowe w Lesznie, Akta: Der Burgermeister der Stadt Schmiegel.

2. Cieślik Franciszek, Miasto i była gmina Śmigiel w okresie okupacji hitlerowskiej 1939-1945, Poznań 1961.

3. Cieślik Franciszek, Powiat Kościański w okresie okupacji hitlerowskiej 1939-1945, Opole 1970.

4. Głowacki Ludwik, 17 Wielkopolska Dywizja Piechoty w kampani 1939 roku, Lublin 1969.

5. Gomolec Ludwik, Kubiak Stanisław. Terror hitlerowski w Wielkopolsce, Poznań 1962.

6. Relacje zebrane w wywiadach przez autora wśród mieszkańców Śmigla i gminy Śmigiel w latach 1951-1961.

7. Zbierski Hubert, Sylwetki rozstrzelanych mieszkańców Ziemi Śmigielskiej w 1939 r., Śmigiel 2009.

8. Zielonka Jerzy, Brudnopis śmigielskiego żandarma [W]: Panorama Leszczyńska nr 11/1989.

9. Zielonka Jerzy, Feliks Biłas, Anatomia prowokacji i zbrodni, Głos Wielkopolski nr 234/1969.

10. Zielonka Jerzy, Kamienie rzucone na szaniec, Panorama Leszczyńska nr 46/1980

11. Z katakumb wspomnień, Kościan 1946.

WŚ 5,6,7/2014

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       projekt i wykonanie: primel.pl