rodo

„… Stare dworzysko na kolumnach wsparte
A ściany sczerniałe, wytarte…”

W 1400 roku właściciel wsi Koszarowo Henryk Ramsz, otrzymał przywilej od króla Władysława Jagiełły na założenie miasta. Zostało ono lokowane na obszarze części wsi Koszanowo i przyjęło początkowo jej nazwę. Dopiero później miasto zostało nazwane Śmiglem (w 1460 roku Kazimierz Jagiellończyk odnowił przywilej lokacyjny).

W źródłach nazwa Koszanowo pojawia się już w 1301 roku (Kossonow 1301, Cossonovo 1352, Cossonowo 1470, Kozanowo 1494, Coschonowo 1563, Koszanowo 1580). Brzmiała ona dawniej Koszanów, Koszonowo, a pochodzi od poświadczonej źródłowo nazwy osobowej Koszon, której jednak nie da się wyjaśnić jednoznacznie. Być może wywodzi się ona z czasownika „kosić”. Jest to możliwe, że nazwa „Koszon” to zdrobnienie imienia Konrad, albo została utworzona od nazwy osobowej „Kosz”, która z kolei pochodzi od wyrazu pospolitego „kosz”.

Przy ulicy Reymonta stał kiedyś dwór, zbudowany pod koniec XVII wieku dla ówczesnego właściciela Koszanowo – Ksawerego Chłapowskiego. W dworku tym w 1807 o rękę 25 – letniej Barbary Chłapowskiej – córki Ksawerego prosił generał Jan Henryk Dąbrowski (postać generała – twórcy Legionów Polskich we Włoszech - została upamiętniona w Mazurku Dąbrowskiego – pieśni znanej każdemu Polakowi, a od 1927 roku uznanej za oficjalny polski hymn narodowy). O wydarzeniu tym córka generała, Bogusława, pisała po latach, że ojciec zwróciła się do witającego go Ksawerego Chłapowskiego słowami: „…oddaję Ci syna, a proszę o córkę…” 52 – letni generał ubiegł innych starających się o rękę rywali. Jeden z nich napisał później: „byłem przy tym, gdy Dąbrowski, sławą narodową okryty, równie już i siwym włosem, klęknął i z łzami w oczach prosił o jej rękę”. Działo się to przed nieistniejącym już dworkiem w Śmiglu.

Generał przebywał w siedzibie Chłapowskich kilka dni, aby omówić plany związane ze ślubem, który początkowo miał odbyć się w Śmiglu. Ostatecznie jednak plany zmieniono i 5 listopada 1807 roku młoda para wzięła ślub w poznańskiej katedrze na Ostrowie Tumskim. Z tego związku urodziło się dwoje dzieci: córka Bogusława i syn Bronisław.

Z dworem w Koszanowie związana jest też inna ciekawa historia…
„I oni niegdyś na ziemi tu żyli
Po falach burzy przemknęli po cichu;
Wrzało ich życie chwilę – i po chwili
Pusto i głucho – ni śladu, ni słychu!”

Właścicielem Koszanowa po rodzinie Chłapowskich była księżna Joanna Katarzyna Acerenza – Pignatelli. W 1863 roku majątek kupił Kalikst Biron von Curland, a w 1822 roku odziedziczył go syn książę Gustaw Biron von Curland. Od 1903 dobra przeszły na własność Skarbu Państwa Pruskiego w zarządzie Komisji Osadniczej w Poznaniu. W 1912 od Komisji Osadniczej majątek nabył dotychczasowy dzierżawca Carl von Hoffmannswaldau. W 1937 właścicielką została wdowa po Calu – Minna Hoffmannswaldau.

Ciekawa historia związana z dworem w Koszanowie dotyczy ostatnich właścicieli majątku przed II wojną światową – niemieckiej rodziny Hoffmannswaldau, a szczególnie Fritza. W końcu sierpnia 1939 roku jako pruski rotmistrz w stanie spoczynku został internowany i wraz z innymi Niemcami przewieziony w głąb Polski. W niewyjaśnionych okolicznościach zginął 5 IX 1939, gdzieś po Warszawą. Pochowany został w mogile zbiorowej w pokazowym pogrzebie, który urządziły okupacyjne władze niemieckie. Obelisk upamiętniający jego postać znalazł się w lesie żegrowskim. Być może wcześniej leżał na cmentarzu ewangelickim lub w innym miejscu, lecz zapewne nigdy się tego nie dowiemy. Osoby, które pamiętają Fritza Hoffmannswaldau, wspominają go jako człowieka raczej przychylnego Polakom, nie mieszającego się do polityki.

Rodzina Hoffmannswaldau mieszkała we dworze do wyzwolenia Śmigla i nie uciekła przed wojskami radzieckimi. Po wojnie została przekwaterowana na poddasze domu przyległego do dworu i w jakiś czas później zmuszona do wyjazdu do Niemiec. Przedstawiciele rodziny w czasach bardziej przychylnych dla Niemców odwiedzili Śmigiel i interesowali się losem dworu, który niestety nie dotrwał do końca XX wieku. Po II wojnie światowej mieszkali tam przygodni ludzie i tak budynek powoli niszczał. Kiedy zdecydowano się na kapitalny remont, lokatorów wykwaterowano, zdjęto dachówkę i …pozostawiono dworek na pastwę losu. Na początku lat dziewięćdziesiątych budynek został rozebrany.

Po dworze, przed którym Jan Henryk Dąbrowski poprosił o rękę Barbary Chłapowskiej, nie ma już śladu. Został mały park, w którym zachowało się kilka pięknych drzew, głównie dębów i klonów. I tak utraciliśmy nie tylko zabytek architektury, ale przede wszystkim pamiątkę historyczną.

Andrzej Weber

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       projekt i wykonanie: primel.pl