Szczawno-Zdrój to sześciotysięczna miejscowość uzdrowiskowa, malowniczo położona u podnóża góry Chełmiec, w dolinie potoku Szczawnik. O tym, że Szczawno-Zdrój dumne jest z generałowej Barbary z Chłapowskich Dąbrowskiej, dowiedziałam się przypadkowo w lipcu 2008 roku, gdy z grupą emerytów z Kościana, Śmigla i okolicy tam wypoczywałam. W czasie spaceru po kurorcie przewodnik zapoznał naszą grupę z historią i z dniem dzisiejszym miejscowości.

Szczawno-Zdrój jest jednym z najstarszych uzdrowisk na Dolnym Śląsku. Jego poprzednie nazwy to: Salzbrunn, Bad Salzbrunn, Ober Salzbrunn, Solice-Zdrój. Pierwsza wzmianka o Salzbrunn, wtedy wsi książęcej, zawarta jest w Księdze Henrykowskiej z 1221 roku. (W niej zanotowano pierwsze zdanie w języku polskim.) Po koniec XIII wieku wieś włączono do dóbr zamku Książ. Losy Salzbrunn zmieniały się wraz z dziejami zamku. Od 1509 roku do 1931 roku miejscowość ta należała do rodu Hochbergów uważających się za potomków Piastów. W 1945 roku włączono ją do Polski i dano nazwę Solice-Zdrój, ale już w 1946 roku zmieniono ją na Szczawno-Zdrój. Przewodnik naszej grupy, rozmiłowany w Sudetach i Dolnym Śląsku, podkreślał wszechobecną zieleń, łagodny, orzeźwiający klimat i znane od średniowiecza walory lecznicze wód mineralnych, wszystko to, co pomaga w Szczawnie-Zdroju odzyskać zdrowie i dobre samopoczucie. Rozkwit kurortu nastąpił w XIX wieku. Przewodnik z dumą podkreślał, że do Szczawna-Zdroju na kurację przyjeżdżali nadzwyczajni goście: koronowane głowy, osobistości ze świata polityki, kultury i nauki, ludzie, którzy weszli do światowej, europejskiej i polskiej historii. Oto nazwiska niektórych z nich: cesarz Niemiec Wilhelm II, car Mikołaj I, Winston Churchill, Iwan Turgieniew, noblista Gerhart Hauptman, kardynał Adam książę Sapieha, Henryk Wieniawski, Zygmunt Krasiński, Karol Marcinkowski, Hipolit Cegielski. Przed gmachem Zakładu Przyrodoleczniczego przewodnik zatrzymał grupę i wskazał na marmurową tablicę z nazwiskami sławnych Polaków przebywających w Szczawnie-Zdroju w latach 1820-1901 i korzystających z jego leczniczych wód. Tablicę tę wmurowano z okazji uroczystości Tysiąclecia Polski. Wśród innych, są na niej nazwiska sławnych Wielkopolan. Przewodnik zwrócił uwagę, że tablica ta jest niekompletna, bo „…brakuje na niej nazwiska Wielkopolanki Barbary Dąbrowskiej, drugiej żony generała Jana Henryka Dąbrowskiego, Basi z naszego hymnu narodowego. Ona przebywała w uzdrowisku latem 1828 roku, a Szczawno-Zdrój jest z tego dumne”. Ta wypowiedź przewodnika mile zaskoczyła naszą grupę. Mnie ona zainteresowała i zaciekawiła, ponieważ w żadnej znanej mi dotychczas publikacji nie natrafiłam na informację o letnim wyjeździe Barbary Dąbrowskiej do kurortu Salzbrunn. Odebrałam ją jako nieznany mi dotąd epizod z życia generałowej Barbary z Chłapowskiej Dąbrowskiej, godny bliższego poznania, wyjaśnienia, opisania i uzupełnienia nim jej biografii.

W 1828 roku Barbara Dąbrowska miała czterdzieści sześć lat i była ciągle elegancką i urodziwą damą, od dziesięciu lat wdową. Dzieci Dąbrowskich nie były jeszcze pełnoletnie. Córka Bogusława miała czternaście lat, syn Bronisław lat dwanaście. Dla dobra dzieci wdowa opuściła pełen wspomnień pałac winnogórski i na stałe przeniosła się do Warszawy. W 1828 roku rodzina Dąbrowskich mieszkała w pałacu Staszica, w którym Towarzystwo Przyjaciół Nauk umieściło zbiory pamiątek legionowych zgromadzonych przez generała Dąbrowskiego. Sytuacja materialna wdowy była doskonała. W pałacu zajmowała całe drugie piętro. Dostatek zapewniały dochody z dóbr winnogórskich, które w dowód uznania otrzymał jej mąż od cesarza Napoleona. Bogusława i Bronisław mieli pięciu wybitnych nauczycieli domowych. Zgodnie z testamentem ojca, nad ich wykształceniem czuwał Julian Ursyn Niemcewicz. Dzieci bohatera narodowego wzrastały w dostatku i patriotycznej atmosferze. W warszawskim salonie Dąbrowska przyjmowała głównie dawnych przyjaciół męża, zwłaszcza legionistów, swoich licznych krewnych i znajomych z kręgów arystokratycznych. W Warszawie ją szanowano, admirowano i darzono wyjątkowymi względami. Przez wielkiego księcia Konstantego Barbara była zaliczana do dam najwyższej klasy. Poprzez Antoninę Chłapowską, żonę jej kuzyna generała Dezyderego Chłapowskiego z Turwi, Dąbrowska była spowinowacona z carską rodziną Romanowów. Z niej wywodził się książę Konstanty. Jego żona Joanna z Grudzińskich była siostrą Antoniny. Podczas publicznych uroczystości Dąbrowska zajmowała miejsce przy żonie księcia.

W drugiej połowie lat dwudziestych XIX wieku w pokongresowej Warszawie toczyło się bujne życie towarzyskie. W salonach dyskutowano, przejmowano się modnymi nowinkami, politykowano. Na przeglądach wojska urządzanych przez wielkiego księcia Konstantego upajano się widokiem polskich orłów. Pod tą pogodną skorupą wrzało też inne życie. Atmosfera polityczna w Warszawie około roku 1828 była trudna dla Polaków. W stolicy Królestwa Polskiego toczyły się procesy, wzmagały się represje, tajni agenci carscy znajdowali wśród Polaków nowe ofiary, którymi zapełniały się więzienia. Aresztowano Ignacego Prądzyńskiego, nauczyciela Bronisława Dąbrowskiego, a szpicle obserwowali mieszkanie Generałowej, która w swym salonie przyjmowała wielu patriotów.

Uroki bycia wielką damą przyćmiewały Barbarze narodowe smutki i liczne rodzinne zmartwienia. Niepełnoletnie dzieci szybko dojrzewały patriotycznie i gotowe były zaangażować się w niebezpieczną działalność konspiracyjną. Matka martwiła się, aby syn nie naraził się władzom carskim i nie trafił do więzienia. Dla Bronisława marzyła ona o wielkiej roli w dziejach narodu polskiego, podobnej do tej, jaką odegrał jego ojciec.

Lata dwudzieste XIX wieku były dla Dąbrowskiej czasem smutnych pożegnań. W 1822 roku zmarł Józef Wybicki – przyjaciel ojca, druh legionowy jej męża i testamentowy opiekun jej dzieci. Kolejnym bolesnym ciosem dla Barbary była w 1823 roku śmierć młodszego brata Stanisława Chłapowskiego, adiutanta jej męża. W 1826 zmarł ksiądz Stanisław Staszic, patriota od dawna zaprzyjaźniony z Chłapowskimi i Dąbrowskimi. Wdowa boleśnie przeżyła też w 1827 roku tragiczną śmierć pasierba generała – inwalidy wojennego Jana Michała Dąbrowskiego – syna i towarzysza broni męża, a jej rówieśnika.

Ukojeniem smutków były dla Generałowej wyjazdy do Wielkopolski, gdzie cieszyła się opinią pierwszej damy. Z dziećmi wyjeżdżała tam zwłaszcza latem. Trudną atmosferę polityczną w Wielkim Księstwie Poznańskim odbierała jako lepszą, spokojniejszą niż w Warszawie. Latem 1828 roku na pewno odwiedziła Wielkopolskę. Wtedy jej rodzice Nepomucena i Ksawery Chłapowscy sprzedawali pałac, w którym ona spędziła dzieciństwo i młodość. Rozstanie z rodzinnym domem w Koszanowie przy Śmiglu było dla Barbary kolejnym, trudnym i smutnym przeżyciem.

Dokładnie nie wiadomo, czy generałowa Dąbrowska, będąc latem 1828 roku w Poznaniu, odwiedziła też swych licznych znajomych i przyjaciół z arystokratycznych rodów wielkopolskich. Może odnowiła swe dawne kontakty z namiestnikiem Antonim księciem Radziwiłłem i jego rodziną? Wiedziała przecież, że w poznańskich salonach księcia gromadziła się „śmietanka” arystokratyczna i kulturalna Wielkopolski. Można się tylko domyślać, że na spotkaniach z wielkopolskimi przyjaciółmi Barbara usłyszała o modnym, pruskim kurorcie Salzbrunn i wyjątkowych właściwościach leczniczych tamtejszych wód mineralnych, które dokładnie zbadano i opisano w 1816 roku.

Wtedy nastąpił prawdziwy rozkwit uzdrowiska Salzbrunn. Wybudowano pijalnie, zajazdy, hotele, teatr, pawilon dla orkiestry i zadbano o inne atrakcje dla kuracjuszy. Rezultaty działań ludzkich, walory lecznicze wód, piękny krajobraz, wspaniałe warunki klimatyczne sprawiły, że to uzdrowisko stało się bardzo popularnym i modnym kurortem o europejskiej renomie. Mimo wysokich cen za pokoje, wszelkie usługi i przyjemności, przyjeżdżali tu możni z całej Europy. Zdrowia i miłego spędzenia czasu szukali w Salzbrunn liczni Wielkopolanie. Polacy z Wielkiego Księstwa Poznańskiego wybierali ten kurort również dlatego, że było do niego stosunkowo blisko. Do ulubionego uzdrowiska przybywali całymi rodzinami. Sprawiło to, że Salzbrunn w XIX wieku był drugim po Wrocławiu centrum polskości na Dolnym Śląsku. Tu gościli Sułkowscy z Rydzyny, Mielżyńscy, Mycielscy, Radziwiłłowie i inni arystokraci. Tu również leczyli się sławni Wielkopolanie: Hipolit Cegielski, Karol Marcinkowski, Marceli Motty, Paulina Wilkowska i inni.

Prawdopodobnie zasugerowana opowieściami przyjaciół o zdrowotnych walorach dolnośląskiego kurortu, Barbara Dąbrowska udała się do niego po ulgę w dusznościach sercowych i w celu odzyskania lepszego samopoczucia po trudnych przeżyciach osobistych. Potwierdzeniem jej pobytu w Salzbrunn w lipcu 1828 roku jest jej wpis do księgi kuracjuszy.

Na powyższą księgę powołują się autorzy publikacji o uzdrowisku i jego gościach. Polacy kurujący się dawniej w Salzbrunn są tematem „Wałbrzyskiej kroniki Polaków lat 1807-1907” Publikację tę do użytku wewnętrznego wydał Wydział Kultury Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Wałbrzychu w 1962 roku. Informacje o gościach z 1828 roku są w tej kronice na czwartej stronie. Innym źródłem o letnim pobycie Dąbrowskiej w kurorcie jest książka Alfonsa Szyperskiego „Polacy w dawnym Szczawnie i starym Zdroju” wydana w Szczawnie-Zdroju w 1974 roku na okoliczność IX Dni Henryka Wieniawskiego. W rozdziale „Król skrzypków i inni koncertanci” na stronie dziewiętnastej autor zamieścił ciekawą informację. Dygresyjnie dodał, że z Polski do Szczawna przybyła „…pani generałowa Dąbrowska, która piła wodę w towarzystwie sąsiadki o folwarczną miedzę hrabiny Mielżyńskiej z Miłosławia oraz „pułkownikowej” Ponińskiej z pobliskiej Wrześni. Dąbrowska bez wahania podała, że przybywa z Polski, nie uznając „pruskiej” Winnogóry, gdzie mieszkał i zmarł twórca Legionów.” Autor pisze, że w latach przed powstaniem listopadowym Szczawno stało się prawdziwą mekką dla zabranych w niewolę Polaków, którzy wojażowali do jego wód całymi klanami. Informuje również, że generałowa Dąbrowska z rodziną zajęła pokoje w pensjonacie Pod Złotym Słońcem, a panie Mielżyńska i Ponińska w pobliskim pensjonacie Pod Złotym Lwem. Trzy panie gawędą bawił proboszcz „von” Bentkowski z Żerkowa. Całą tę czwórkę wielkopolskich kuracjuszy Szyperski określił, że „… to geograficzni sąsiedzi, niemal z jednej gminy.” Pisząc o koncertach skrzypcowych Henryka Wieniawskiego i o występach orkiestry zdrojowej, autor „Polaków w dawnym Szczawnie i starym Zdroju” dodaje, że w kręgach polskich kąpielowiczów z werwą tańczono mazura w narodowych strojach, wzbudzając podziw Niemców.

Szczawno nie było dla Barbary całkiem obce. Oddział polskiej jazdy, stworzony z byłych legionistów Dąbrowskiego w armii napoleońskiej, 15 maja 1807 roku na polach Szczawna rozbił Prusaków. (W listopadzie tego roku odbył się ślub Barbary i Henryka Dąbrowskich.) Po bitwie polscy ułani zaśpiewali „Mazurka Dąbrowskiego”. Świadczy to, że w Szczawnie wcześniej niż w innych stronach naszego kraju śpiewano pieśń sławiącą twórcę Legionów. Zdarzenie to opisał kronikarz wojenny Wojciech Dobiecki w „Pamiętniku o pułku jazdy legionów”, Kraków 1859.

Historia miasta i uzdrowiska Szczawno-Zdrój jest ciągle badana i na nowo opisywana. Dowodem tego jest książka Eufrozyny i Zygfryda Piątków: „Szczawno-Zdrój. Historia miasta i uzdrowiska.” Wydał ją Zarząd Miasta Szczawna- Zdroju w 1996 roku. W niej na osiemdziesiątej drugiej stronie autorzy podają, że w 1828 roku zebrało się w dawnym Szczawnie doborowe towarzystwo Polek i Polaków: „…Na początku wymieńmy Barbarę z Chłapowskich Dąbrowską, tę Basię z Mazurka Dąbrowskiego Józefa Wybickiego, wdowę po generale Janie Henryku, twórcy Legionów Polskich we Włoszech.” Dalsze informacje Piątków o przyjeździe Dąbrowskiej do Salzbrunn zgodne są z wiadomościami podanymi przez Alfonsa Szyperskiego.

Kiedy Dąbrowska przyjechała do Salzbrunn, było dużo kwater do wynajęcia. Zapewne, tak jak inni zamożni kuracjusze, zajęła ona ze służbą trzy lub cztery pokoje w pensjonacie Gold Sonne (Złote Słońce) i słono za nie zapłaciła. Pensjonat Gold Sonne na początku XX wieku był hotelem o nazwie Zur Sonne. Stare sztychy i pocztówki obrazują, jak mógł wyglądać budynek, w którym mieszkała Dąbrowska. W postaci zmienianej w ciągu upływu lat, znajduje się on przy ulicy Kościuszki obok Urzędu Miasta Szczawna-Zdróju. Obecnie mieści się tu trzygwiazdkowy hotel Rivendell, który stara się kontynuować dobre tradycje poprzedników. Wpis w księdze kuracjuszy nie precyzuje, kto stanowił rodzinę Dąbrowskiej. Domyślać się można, że były to jej dzieci. W tym czasie żyli jej rodzice i brat Klemens. Oni mogli również być tą rodziną wymienioną w księdze.

Trzeba bliżej wyjaśnić, kim były osoby sto osiemdziesiąt lat temu towarzyszące Generałowej w Salzbrunn: hrabina Mielżynska z Miłosławia, pułkownikowa Ponińska z Wrześni i proboszcz von Bentkowski z Żerkowa.

Chłapowscy i Mielżyńscy to dwa znane kiedyś wielkopolskie rody arystokratyczne, od dawna z sobą zaprzyjaźnione. Ojciec Barbary Ksawery Chłapowski i Józef hrabia Mielżyński byli posłami z Wielkopolski na Sejm Czteroletni. Pomimo pewnych zawirowań wypływających z odmiennych poglądów na Konstytucję Trzeciego Maja, przyjaźń byłych posłów i ich rodzin przetrwała długie lata. Mielżyńscy i Chłapowscy odwiedzali się i korespondowali ze sobą. W 1806 roku w poznańskim pałacu Stanisława Mielżyńskiego przy Starym Rynku kwaterował generał Jan Henryk Dąbrowski i Józef Wybicki. Goszczącą u hrabiostwa pannę Barbarę Chłapowską Józef Mielżyński przedstawił sławnemu generałowi. W tym pałacu panna Barbara zatrzymała się przed ślubem z Dąbrowskim. W poznańskim pałacu Mielżyńskich urządzono też przyjęcie ślubne dla rodziny i przyjaciół. Oficjalne uroczystości odbyły się w poznańskim ratuszu.

Letnią rezydencją rodu Mielżyńskich był pałac w Miłosławiu. Na początku XIX wieku należał on do Józefa Mielżyńskiego i szesnaście lat od niego młodszej żony Franciszki z Niemojewskich. Tu wychowywali się ich synowie Maciej i Seweryn. (Seweryn jest umieszczony na omawianej wcześniej tablicy na pozycji czwartej.) W 1828 roku Franciszka hrabina Mielżyńska była od czterech lat wdową, matką dorosłych synów, teściową Konstancji – żony syna Macieja, właściciela Pawłowic. Najprawdopodobniej to hrabina Franciszka Mielżyńska, prawie rówieśnica Barbary, zajęła w Salzbrunn pokoje Pod Złotym Lwem. Nie mogła nią być Rodencja Honorata z Zarembów Mielżyńska, żona Stanisława, ponieważ zmarła w 1827 roku.

Według księgi kuracjuszy, w pensjonacie Pod Złotym Lwem razem z hrabiną Mielżyńską zamieszkała pułkownikowa Ponińska z Wrześni. Była nią na pewno Anna z Sierakowskich Ponińska – czterdziestoletnia matka dziesięciorga dzieci. Jej mąż Stanisław Poniński pełnił wtedy funkcję generalnego dyrektora Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Poznaniu, którego działalność przyczyniła się do utrzymania w polskich rękach wielu majątków ziemskich. Stanisław Poniński, syn Marcelego, to napoleończyk, uczestnik kampanii 1806 – 1807, pułkownik odznaczony krzyżem francuskiej legii honorowej. Za dawne zasługi wojenne z szacunkiem tytułowano go „pułkownikiem”, a jego żonę Annę „pułkownikową”. Dobra Ponińskich z Wrześni i Dąbrowskich z Winnogóry były blisko siebie położone.

Wpisany do księgi kuracjuszy Salzbrunn proboszcz von Bentkowski nosił rzadkie imię Lambert. Posiadał gawędziarski talent. Tytuł przed nazwiskiem księdza wskazuje na jego ziemiańskie pochodzenie. Zapewne proboszcz był przyjacielem hrabiów Mycielskich, właścicieli Żerkowa położonego niedaleko Miłosławia, Wrześni i Winnogóry. Bracia Teodor i Stanisław Mycielscy byli kiedyś podkomendnymi generała Dąbrowskiego. Po jego śmierci odwiedzali wdowę po swoim przełożonym. Proboszcz von Bentkowski prawdopodobnie zmarł w Żerkowie, a jego grób jest tam na cmentarzu przy barokowym kościele.

Obecnie do nazwy dawnego pensjonatu, w którym mieszkały panie Ponińska i Mielżyńska, nawiązuje restauracja Pod Lwami w Szczawnie-Zdroju przy ulicy Kościuszki, w pobliżu hotelu Rivendell.

Piękne, chwalebne i patriotyczne są działania Dyrekcji Uzdrowiska, Urzędu Miasta, Burmistrza Szczawna-Zdroju oraz przewodników mające na celu utrwalenie w pamięci nazwisk sławnych Polaków, którzy tam się leczyli. Jednym z dowodów tych działań jest seria publikacji „Byli tu wśród nas”. Do tej pory nie wydano publikacji o naszej Barbarze z Chłapowskich Dąbrowskiej. Jednak dla jej krajan – mieszkańców Śmigla i okolicy – miłe jest to, że w Szczawnie-Zdroju pamięta się o małym fragmencie jej życiorysu, o zdarzeniu sprzed stu osiemdziesięciu laty.

Leokadia Szymanowska

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       projekt i wykonanie: primel.pl